• [ 2017-11-17 ] Pan Górski i Spółka

    Piątek godz.19 Pan Górski i Spółka Projekt stworzony przez doświadczonych...

  • [ 2017-11-17 ] Rocker Live- Jesienni

    Godz.21 - Rocker Live- Jesienni Rocker Live - koncerty live oraz najbardziej klasyczne z...

  • [ 2017-11-18 ] Moonlight

    Sobota godz.19 MOONLIGHT Maja Konarska, Daniel Potasz i Paweł Gotłas, do których dołączył...

  • [ 2017-11-23 ] Rocker Live Music - Specyficzni

    Czwartek godz.20  Rocker Live Music - Specyficzni Rocker Live Music - wszystko to z czego...

  • [ 2017-11-24 ] Rocker Live - Waterstones

    Godz.21 Live - Watestone Rocker Live - koncerty live oraz najbardziej klasyczne z imprez...

  • [ 2017-11-30 ] DJ Fame Production Party

    Czwartek godz.21 Fame Production Party – impreza jednej z największych szczecińskich firm...

  • [ 2017-12-01 ] CLOCK MACHINE

    Piątek godz.19 CLOCK MACHINE - koncert

  • [ 2017-12-31 ] Sylwester w Rocker Club

    Już od 69zł/os Rezerwacja miejsc: tel. 91 488 55 00 kom. 609 311 075

 
 

O klubie

Rocker Club to jeden z najbardziej rozpoznawalnych i najczęściej odwiedzanych klubów szczecińskich. Od 1996 roku niepowtarzalna atmosfera i muzyka na żywo gwarantują najlepsze imprezy w mieście. Rocker Club zyskał ogromną liczbę zwolenników od samego początku swojego istnienia i do dnia dzisiejszego cieszy się wyjątkową frekwencją.

Na sukces Rocker Clubu wpłynęła przede wszystkim jego niepowtarzalność oraz pasja właścicieli skierowana na stworzenie i utrzymanie lokalu na światowym poziomie. Rocker jest wyjątkowym miejscem w Szczecinie, gdzie w wyjątkowej atmosferze oraz muzyce na żywo można bawić się przez cały tydzień. Koncerty w wykonaniu najlepszych polskich muzyków oraz formacji lokalnych tworzą unikalny charakter rockowego klubu muzycznego z prawdziwego zdarzenia.

Rocker Club znajduje się w podziemnych wnętrzach zabytkowej kamienicy w centrum Szczecina przy ul. Partyzantów 2. Wyjątkowy wystrój, nawiązujący do tradycji nowojorskich klubów muzycznych, z instrumentami, winylami oraz zdjęciami ikon muzyki na ścianach, w połączeniu z ceglanym sklepieniem, nadaje miejscu niepowtarzalny klimat. Charakterystyczna dla klubu jest również galeria zdjęć z imprez na których, obok gwiazd polskiej i światowej sceny muzycznej, uwiecznieni są również stali bywalcy Rockera. Oprócz imprez muzycznych i kulturalnych klub serwuje swoim klientom wyśmienitą kuchnię europejską. 

 

Skiba o Rockerze - ROCKER CZYLI IMPREZUJ ALBO GIŃ 

 Klub Rocker to dla mnie legenda Szczecina. Występowałem tu tak często, że wielu bywalców uznało mnie za fragmenty stałego wyposażenia klubu takiego jak parkiet, barek czy scena. W Rockerze przeżyłem wiele radosnych chwil zwykle zakończonych utratą przytomności. W klubie panuje wspaniała, niczym nieskrępowana atmosfera, która swym klimatem przypomina skrzyżowanie przyjacielskiej balangi z najazdem kosmitów z Marsa.

Kobiety są tu piękne, barmani nie rozwadniają drinków, a dj zagra ci wszystko od starego rocka, modny hip hop po Violettę Villas. Klub słynie z niekonwencjonalnych akcji i happeningów (...)

Tu również wielu artystów odniosło wspaniałe sukcesy nie tylko przy barku. To tutaj Renata Beger przygotowywała się do matury, a Janek Borysewicz pomylił toaletę ze sceną. To tutaj Kuba Wojewódzki ujawnił swój romans z suszarką do włosów, a Hirek Wrona przyznał publicznie, że ma dochody w wysokości trzeciego piętra. To wreszcie tutaj od wielu lat odbywają  się najlepsze środowe imprezy w mieście na których każdy może sobie zaśpiewać nawet piłkarze Pogoni i urzędnicy magistratu.  

Uważam, że klub Rocker jest gastronomiczno-imprezową chlubą miasta i jako taki powinien być uznany za wspaniały pomnik przyrody. Gdy przekroczysz próg klubu zrozumiesz sens hasła "Miłość ci wszystko wybaczy zwłaszcza w skupie pogrzebaczy".

Krzysztof Skiba

GITARA TO MOJA PASJA – wywiad z Wojtkiem Wójcickim

Wojtek Wójcicki to muzyk – gitarzysta , związany z Klubem Rocker od samego początku jego istnienia. Podczas swojej muzycznej przygody miał okazję współpracować z Kasią Kowalską, Marylą Rodowicz czy Eweliną Flintą. W Rockerze z kolei, od 16 lat, regularnie, 3 razy w miesiącu, gra z zespołem Waterstone.

O muzyce, grze na gitarze i minionych 16 rockerowych latach, opowiedział nam podczas krótkiej rozmowy.

Michalina Wasilewska: Kolaboranci to zespół w którym grał Pan na samym początku swojej kariery muzycznej. Jak wspomina Pan tamte czasy?

Wojciech Wójcicki: To było strasznie dawno temu i wydaje mi się, że nikt już nie pamięta mnie z tamtych czasów. Wstyd się przyznać, ale od tamtej pory minęło już ponad 20 lat. Graliśmy razem krótko, bo zaledwie 3 lata. Nagrałem z Kolaborantami płytę „Ciało i Drewno”, ale było to tak dawno temu, że naprawdę nie wiele pamiętam.

Podobno koledzy z Kolaborantów obawiali się Pana bluesowych upodobań. To gatunek w którym czuje się Pan najlepiej?

-To nie do końca prawda. Przez pewien czas byłem pod ogromnym wpływem bluesa - pewnie dlatego, że z niego właśnie wyrosłem.

Jak wyglądała Pana kariera muzyczna?

-Nie lubię słowa kariera, ja po prostu zajmuję się muzyką, która od zawsze była moją pasją. Na grę na gitarze zachorowałem już w liceum. Na studiach stało się to moim drugim zajęciem. Początkowo było to hobby, z czasem, chyba w momencie w którym zacząłem grać w Kolaborantach, stało się też formą zawodową – zacząłem zarabiać na tym pierwsze pieniądze. Aktualnie, czasem z mniejszym czasem z większym powodzeniem, trzymam się gitary, pasja ta wciąż we mnie drzemie.

W jakich zespołach Pan grał, z jakimi muzykami współpracował? Kogo wspomina Pan najmilej?

-W 1994 roku rozpocząłem współpracę z Kasią Kowalską. To były czasy wielkiego boom - jej utwory  (z płyty „Gemini”) stały się wtedy bardzo popularne w radiu („ Rzecz” czy „Oto ja”). Tworzyliśmy bardzo fajną ekipę, nie tylko zespołową ale i towarzyską. Bardzo fajnie bawiliśmy się jeżdżąc po Polsce i wspólnie grając. Po 3 latach nasza współpraca się zakończyła a ja dość płynnie przeszedłem do zespołu Maryli Rodowicz. Grałem z nią pół roku w trakcie którego miałem okazję wyruszyć do Australii, w ramach trzytygodniowego turne, co było dla mnie naprawdę świetną przygodą. Potem spędziłem trochę czasu w Szczecinie , starając się realizować swoje projekty muzyczne. W 2004 roku rozpocząłem współpracę z Eweliną Flintą. Nagraliśmy jej druga płytę. Współpracę z Eweliną wspominam bardzo miło, zwłaszcza dlatego, że w składzie w którym przyszło mi wtedy grać, większość osób była mi znana z czasów współpracy z Kasią Kowalską. Od roku 1993, bez przerwy gram też z Maćkiem Silskim. W międzyczasie miałem też swego rodzaju epizod z zespołem Bracia, z którym zagrałem na kilku festiwalach, m.in. w Opolu i Sopocie. Jako, że w Sopocie Bracia otrzymali wszystkie możliwe nagrody, a koncert odbył się z moim gościnnym udziałem, żartowaliśmy, że pomogłem ile mogłem a teraz muszą już sobie radzić sami.

Jak natomiast wszystko to ma się do Pana osobistych gustów muzycznych?

-Repertuar Maryli Rodowicz nie wpisywał się do końca w moje muzyczne upodobania. Na 60 utworów, które miałem obowiązek znać, z przyjemnością grałem około trzech. Nie był to najlepszy wynik. Z Eweliną czy Kaśką grało się naprawdę fajnie. Z Maćkiem natomiast, z racji tego, że gramy trochę mocniej, a ja jestem zwolennikiem mocniejszego rocka, gram z nieukrywaną przyjemnością.

Przez wiele osób jest Pan uważany za mistrza  gitary. Długo dochodził Pan do takiej wprawy?

-Nie uważam się za mistrza. Nigdy też nie byłem tytanem pracy jeśli chodzi o podejście do instrumentu. Zdarzały mi się niekiedy nawet czterotygodniowe przerwy w graniu, ale i dni w których potrafiłem grać przez dwanaście godzin bez przerwy. Ze mną jest tak, że jeśli coś mnie zainspiruje – usłyszę muzykę, nuty, to chwytam instrument i gram. Nie jestem jednak typem pracoholika gitarowego. Są gitarzyści, którzy postawili sobie za punkt honoru osiągnięcie sukcesu, bycie dobrymi muzykami, i poprzez wielogodzinną, codzienną, niekiedy mozolna pracę próbują tego dokonać, jednak efekty nie zawsze są takie jakich się spodziewali.

Jak ocenia Pan szczecińskich muzyków, zespoły? Jest ktoś kto szczególnie zwrócił na siebie Pana uwagę?

-W Szczecinie jest wielu wspaniałych muzyków. Większość z nich to moi koledzy. Bardzo podoba mi się zespół Chorzy na Odrę Olka Różanka, którego podejście do muzyki bardzo sobie cenię - zwłaszcza teksty które pisze. Jest artystą niekonwencjonalnym i kibicuję mu. Mam nadzieję, że osiągnie sukces taki na jaki zasługuje. Dobrych szczecińskich zespołów jest naprawdę całe mnóstwo i nie sposób wybrać jednego.

Jest Pan bardzo znanym i cenionym i doświadczonym muzykiem. Co doradziłby Pan osobom, które są na początku swojej muzycznej drogi?

-Przede wszystkim trzeba wierzyć w to co się robi i mieć pełne przekonanie, że właśnie to chce się robić. Trzeba mieć też wiele samozaparcia i pamiętać, że bez wiary w to, że można coś zrobić, nic się nam nie uda. Na pewno potrzebny jest też tak zwany łut szczęścia – znalezienie się w odpowiednim miejscu o odpowiednim czasie. Tak było w moim przypadku. Moją współpracę z Kasią Kowalską poprzedziła cała seria najdziwniejszych zbiegów okoliczności. Kiedy zakończyłem współpracę z Kaśką, Maryla natychmiast zaprosiła mnie do współpracy. Stało się tak dlatego, że gitarzysta Maryli zaczął grać u Kowalskiej – tak jakby zamieniliśmy się wtedy miejscami. Pewne rzeczy po prostu musza zadziać się w określonym momencie. Jedni maja szczęścia trochę więcej, inni trochę mniej, ale takie przecież jest życie. Ja tego szczęścia trochę miałem.

Regularnie grywa Pan w szczecińskim klubie Rocker. Co Pana zdaniem wyróżnia Rockera na tle innych klubów w naszym mieście?

-Ten klub jest fenomenem. Przez tyle lat funkcjonuje na tym samym, wysokim poziomie, posiada wierną publiczność. Koncerty w Rockerze są zawsze energetyczne, z dobrym odbiorem publiczności. Gram tam od samego początku. Właściciele – Artur i Rafał, w którymś momencie postanowili zrealizować pomysł stworzenia klubu z muzyką na żywo i chcieli nawiązać współpracę ze szczecińskimi zespołami. W trzecim tygodniu działalności klubu padło na nas, na zespół Waterstone, w którym grał już wtedy Maciek Silski. Podczas naszego pierwszego koncertu, a był to dość głośny koncert, publiczność się podzieliła – jednym się podobało, innym trochę mniej. Na szczęście tych pierwszych było więcej i na kolejny nasz koncert przyprowadzili swoich znajomych. Na czwartym czy piątym koncercie okazało się, że tych ludzi jest już naprawdę sporo. Od tamtej pory, bez przerwy, dwa lub trzy razy miesiącu gram w Rockerze z Maćkiem, a niekiedy też z innymi zespołami. Nie pamiętam kiedy zleciało to 16 lat.

Który z koncertów w Rockerze najbardziej zapadł Panu w pamięć?

-Tych koncertów było całe mnóstwo. Pamiętam doskonale świetny coverowy koncert, zupełnie przypadkowy, z Eweliną Fllintą. Pojawiło się na nim mnóstwo osób i wszyscy świetnie się bawili. Pamiętam też koncerty, które zagrałem z Krzyśkiem Zalewskim, przy okazji tworzenia naszego trochę mocniejszego muzycznego projektu. Myślę, że koncerty improwizowane i na luzie są najlepsze.

Jest Pan zadowolony ze współpracy z klubem?

-Bardzo dobrze czuję się w Rockerze. Rafał i Artur od początku stworzyli komfortowe warunki do grania wszystkim zespołom. W tej chwili znajduje się tam sprzęt na najwyższym poziomie, dźwięk dobrej jakości. W klubie stworzono atmosferę, dzięki której czuję się tam dobrze, czuje się potrzebny, lubiany.  Mogę śmiało powiedzieć, że czuję się tam jak w domu.

  Przy okazji chciałem podziękować publiczności Rockera, bo to ona daje nam możliwość grania regularnych koncertów. Jestem bardzo szczęśliwy, że od tylu lat mogę tam grać i mam dla kogo.